Menu Zamknij

O nas

Pierwsza połowa 2020 roku. Pandemia nadeszła, a ja nie do końca wiedziałem co ze sobą zrobić. Nie to żebym nie miał co robić. Byłem w gronie tych szczęśliwców, których biznes na pandemii nie ucierpiał.

Do tej pory jednak moja codzienność wyglądała inaczej. Zawrotne tempo. Mnóstwo spotkań, interesów, rozmów, wyjazdów. Sam tego chciałem, na własne życzenie. Ale jednak dotarło to do mnie dopiero, gdy zmuszono mnie lockdownem do przesiadywania w domu.

Dotarło do mnie, że wszystko to jest świetne, ale jednak zapomniałem przy tym wszystkim o czymś tak ważnym jak życie. Takie codzienne. I codzienne pasje, ale takie prywatne bardziej, nie zawodowe.

I tak właśnie wróciły do mnie pasje zwierzęce.

Konie były ze mną od zawsze. Z całą moją rodziną. Niemalże od kiedy tylko pamiętam. Najpierw jeżdżenie do Janowa, póżniej rodzinna stajnia. Ja sam wyprowadziłem się z rodzinnego domu dość wcześnie, ale moja rodzina poszła w te konie dużo mocniej. Większa stajnia, większa hala, większy teren. I tak już u nich zostało.

Ja zaś w tym czasie studia, praca, biznes. No i rodzina. A gdy córka dorosła na tyle, by siąść w siodło (miała w końcu już chyba z rok!) i ona się wkręciła. W końcu tak to już u nas rodzinne. Ja zaś trzymałem się z dala. Woziłem ją oczywiście na konie. Bywałem na zawodach własnego brata. Rozmawiałem z ludźmi na temat koni i jazdy konnej. Ba! Nawet nieźle udawałem, że się na tym znam! Ale sam na konia nie wsiadłem. Może raz, czy dwa razy w ciągu 18 lat. Nie powiem, żeby nie chodziło to za mną przez długi czas. Ale jednak skutecznie się broniłem.

Nadeszła jednak pandemia. I to zmieniła. Wsiadłem na konia. I pasja wróciła. Wróciła ze zwielokrotnioną siłą, jakby chciała mi odpłacić z nawiązką za 18 lat jej unikania. Ja zaś w nią wsiąkam. Z każdym dniem coraz mocniej. 

Znów jestem koniarzem. I mam koniarzy wokół siebie. I dla koniarzy właśnie pierwotnie zbudowałem Stipla.
_
Karol Zielinski

Po przeprowadzce do miasta, nie minęło dużo czasu do chwili, gdy zabrakło mi czworonożnych przyjaciół. Skończyło się na jednym psie – cudownym psie, suczce labrador retriever. Już jej z nami nie ma, ale w pamięci mojej i całej mojej rodziny pozostanie na zawsze.

Swego czasu wydawało mi się, że udało nam się ją wiele nauczyć. Z czasem dopiero okazało się, że to ona nas wiele nauczyła. To ona też była tą, która dawała nam wiele łez szczęścia i radości.

Kilka lat później przyszedł inny czworonożny najlepszy przyjaciel. Tym razem taki rasy lagotto romagnolo. I ten też daje nam popalić! Ale też daje tyle szczęścia, uśmiechu i radości, że nie byłbym w stanie tego opisać słowami.

Ciężko nie być psiarzem mając takich przyjaciół wokół siebie. Ciężko nie być przy nich zwierzolubem.

_
Karol Zielinski

sklep dla psów
"Od koniarzy, dla koniarzy; od psiarzy, dla psiarzy; od zwierzolubów, dla zwierzolubów. Tu znajdziesz wszystko, czego opiekun zwierzęcia, jak i jego podopieczny, chcą i potrzebują."
Karol Zielinski
stipl.pl